Podczas  długiego, majowego weekendu nareszcie znalazłam kilka godzin, aby odszukać i zobaczyć Kalwarię Lubawską, a właściwie jej ruiny.

  Zbudowano ją na przełomie XVIII/XIX w. na Świętej Górze, u stóp której leży Lubawka. Teren ten od wieków należał do cystersów w Krzeszowie.

  Kalwarie, jak wyjaśnia Słownik Wyrazów Obcych, w ujęciu religijnym, to kaplice lub kościoły, rozmieszczone zwykle na pagórkowatym terenie, poświecone kultowi męki Jezusa.

  Kalwaria w Lubawce to Droga Krzyżowa prowadząca na szczyt Świętej Góry z kamiennymi stacjami, kapliczkami i pięknymi rzeźbami. Była też druga  stroma droga, która wiodła wprost na szczyt, wyłożona płytami z piaskowca, tworzącymi schody, po których pątnicy wchodzili na kolanach.

                                                                             

Niewiele z tego pozostało. Wszystko, niestety, w opłakanym stanie : kapliczki zdewastowane, niektóre wręcz zrujnowane, rzeźby bezgłowe leżą w zaroślach ( oprócz rzeźb anioła i św, Floriana ). Stacje również poprzewracane, a ze schodów pozostały gdzie niegdzie pojedyńcze stopnie. Największe wrażenie zrobiła na mnie neogotycka kapliczka z czerwonej cegły, zbudowana pod samym szczytem. Wewnątrz można zobaczyć oryginalną kolorową posadzkę i dobrze zachowane polichromie na sklepieniu, przedstawiające 4 ewangelistów.                                                               O istnieniu kalwarii w Lubawce dowiedziałam się niedawno, chociaż mieszkam w Kowarach już kilkadziesiąt lat, a to przecież tylko 20 km stąd. Nie jest łatwo tam trafić, bo nie prowadzi tam żaden szlak. Nie ma o kalwarii żadnych informacji w terenie. Miejsce to zapomniane, chciałoby się powiedzieć, przez Boga i ludzi, lecz mimo wszystko, mam nadzieję, że można tam znaleźć Boga. A ludzie?

 Gmina Lubawka wypiera się odpowiedzialności za spadek poniemiecki, nadleśnictwo umywa ręce, a wandale robią swoje. Niedługo już nic nie pozostanie po tym pięknym miejscu. Podobno zmieniono nawet przebieg szlaku turystycznego, aby nie straszyć turystów.

  I znowu czuję się zawstydzona i zażenowana, sięgając do przedwojennej historii. Miejsce to było nie tylko ośrodkiem kultu religijnego, ale także atrakcją turystyczną. Wszak turystyka jest wtórnym zjawiskiem w stosunku do ruchu pielgrzymkowego .Poprzedni więc gospodarze dbali o Świętą Górę. Istniała tam wieża widokowa ( bo i panorama z góry jest zachwycająca ) i gospoda, i piękne kapliczki, które można było oglądać, pomodlić się czy też schronić głowę przed upałem lub deszczem. Ruch turystyczny i pielgrzymkowy służył miasteczku, które jest nadal pełne uroku, ale senne, zaniedbane, biedne. Taka perełka przysypana piaskiem-może kiedyś ożywi się i odzyska swój blask ? Ma przecież piękną i długą historię.

  Wędrując po kalwaryjnych dróżkach ujrzałam jednak kilka promyków nadziei. To stowarzyszenie, które zawiązało się ostatnio dla ratowania kalwarii, ksiądz, który zabezpieczył część rzeźb przed dewastacją oraz ...zafoliowany, przyciśnięty kamieniami opis III stacji drogi krzyżowej, położony w dawnym miejscu, gdzie się znajdowała. To znaczy, że ludzie tam nadal się modlą. Nadzieja dla kalwarii i Lubawki to turyści i pielgrzymi, bo naprawdę warto tam się wybrać. Bardzo dokładnych informacji udzielił mi miły pan w hotelu Lubavia, mieszczącym się w rynku. W tym hotelu jest też punkt Informacji Turystycznej.

  A więc do zobaczenia na kalwaryjnych dróżkach, bo ja na pewno tam wrócę.

 

A.B.